-Przyj
Hana.-powiedziała lekarka, która prowadziła moją ciążę.
-Ale już
nie mogę.-ledwo powiedziałam, nie miałam na nic siły, wszystko mnie bolało,
cały czas ściskałam rękę Zayna, pewnie strasznie go boli.
-Możesz,
jeszcze trochę i będziesz miała synka na świecie.-powiedziała. Zaczęłam przeć,
ale niezbyt mi to wychodziło. Zayn czasem mówił mi coś że dam radę, ale bo że
jeszcze chwila, ale niezbyt go słuchałam.
-Widać
już główkę, Hana.-powiedziała.-Musisz jeszcze trochę wytrzymać.-dodała, zaczęłam
przeć, a po chwili usłyszałam płacz dziecka, mojego synka. Nie wiem co było
potem bo zemdlałam. Otworzyłam oczy i poraziło mnie światło lecz w końcu
przyzwyczaiłam oczy do światła. Zayn siedział na krześle przy łóżku. Zaraz
przecież ja urodziłam dziecko.
-Zayn
gdzie jest dziecko?-spytałam.
-Nie
ma.-odpowiedział smutny.
-Jak to
nie ma?-spytał zdenerwowana.
-Ono nie
żyje Hana.-powiedział z wyczuwalnym bólem w głosie.
-Co?!
Jak to nie żyje? Przecież słyszałam jak płaczę.-powiedział spanikowana, a łzy
leciały z moich policzków.
-Ty
zemdlałaś, a on przestał oddychać, tak nagle.-powiedział.
-Nie,
przecież to nie możliwe.-mówiłam. Zayn chciał mnie przytulić, ale zaczęłam
rzucać się po łóżku. Mój synek nie żyje.
Poczułam,
że ktoś mną potrząsa, więc z krzykiem otworzyłam oczy. A więc to tylko zły sen.
Wydawał się taki realny, czułam ból i w ogóle. Szybko położyłam dłonie na
brzuchu, żeby sprawdzić czy dziecku nic nie jest. Chyba wszystko było w
porządku. Spojrzałam na Zayna.
-Co się stało,
Hana?-spytał Zayn. Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w ciało Zayna i
płakałam.-Co się stało? Czemu tak krzyczałaś?-spytał zmartwiony.
-Miałam…
Miałam koszmar.-wyjąkałam.
-Już
jest wszystko w porządku.-powiedział głaszcząc mnie po plecach.
-Śniło
mi się że, że nasz synek umarł.-powiedziałam cały czas płacząc.-Ten sen był
taki realny.-dodałam.
-Nie
martw się, wszystko jest w porządku.-powiedziałam.
-Śniło
mi się, ze rodziłam nasze dziecko, a kiedy już się urodziło zaczęło płakać, a
ja zemdlałam. Obudziłam się, a ty powiedziałeś, że nie żyję.-powiedziałam cały
czas tuląc się do Zayna.
-Na
szczęście to był tylko koszmar.-powiedział.
-Przepraszam,
że cię obudziłam.-powiedziałam cicho.
-Nie
spałem, byłem na dole w salonie i gadałem prze telefon i potem usłyszałem twoje
krzyki więc tu przyszedłem.-powiedział głaszcząc mnie po policzku.
-Dziękuje.-powiedziałam
lekko się uśmiechając.
-Rozmawiałem
z moim ojcem i muszę pojechać na parę dni do Włoch, jeśli chcesz i dobrze się czujesz
możemy lecieć tam razem.-powiedział.-Moja mama bardzo by się ucieszyła, prosiła
że jeśli dobrze się czujesz to możesz ją odwiedzić.-dodał.
-Bardzo
chętnie. A kiedy?
-Jutro o
14 mamy samolot.-powiedział.
-Dobrze,
jeśli mogę to polecę.-powiedziałam z uśmiechem. Nagle poczułam kopnięcie,
zazwyczaj praktycznie ich nie czułam, ale teraz dziecko kopało jak szalone.
Czasem czułam mocne bóle i się skrzywiłam.
-Coś się
stało?-spytał Zayn, nic nie mówiąc wzięłam jego rękę i przyłożyłam ją do swoje
brzucha. Akurat kiedy położyłam jego dłoń dziecko mocno kopnęło więc mógł to
poczuć.
-Wow,
ale kopię.-powiedział z uśmiechem Zayn.
-Na szczęście
rzadko kiedy tak robi.-powiedziałam.-Jak damy mu na imię?
-Nie
wiem tak szczerze.-powiedział.
-Mi podoba
się imię… Conor. Może być?
-Mi
pasuję, więc to będzie Conor Malik. Ładnie.-powiedział głaszcząc mój brzuch.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz