piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 8

-Przyj Hana.-powiedziała lekarka, która prowadziła moją ciążę.
-Ale już nie mogę.-ledwo powiedziałam, nie miałam na nic siły, wszystko mnie bolało, cały czas ściskałam rękę Zayna, pewnie strasznie go boli.
-Możesz, jeszcze trochę i będziesz miała synka na świecie.-powiedziała. Zaczęłam przeć, ale niezbyt mi to wychodziło. Zayn czasem mówił mi coś że dam radę, ale bo że jeszcze chwila, ale niezbyt go słuchałam.
-Widać już główkę, Hana.-powiedziała.-Musisz jeszcze trochę wytrzymać.-dodała, zaczęłam przeć, a po chwili usłyszałam płacz dziecka, mojego synka. Nie wiem co było potem bo zemdlałam. Otworzyłam oczy i poraziło mnie światło lecz w końcu przyzwyczaiłam oczy do światła. Zayn siedział na krześle przy łóżku. Zaraz przecież ja urodziłam dziecko.
-Zayn gdzie jest dziecko?-spytałam.
-Nie ma.-odpowiedział smutny.
-Jak to nie ma?-spytał zdenerwowana.
-Ono nie żyje Hana.-powiedział z wyczuwalnym bólem w głosie.
-Co?! Jak to nie żyje? Przecież słyszałam jak płaczę.-powiedział spanikowana, a łzy leciały z moich policzków.
-Ty zemdlałaś, a on przestał oddychać, tak nagle.-powiedział.
-Nie, przecież to nie możliwe.-mówiłam. Zayn chciał mnie przytulić, ale zaczęłam rzucać się po łóżku. Mój synek nie żyje.
Poczułam, że ktoś mną potrząsa, więc z krzykiem otworzyłam oczy. A więc to tylko zły sen. Wydawał się taki realny, czułam ból i w ogóle. Szybko położyłam dłonie na brzuchu, żeby sprawdzić czy dziecku nic nie jest. Chyba wszystko było w porządku. Spojrzałam na Zayna.
-Co się stało, Hana?-spytał Zayn. Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w ciało Zayna i płakałam.-Co się stało? Czemu tak krzyczałaś?-spytał zmartwiony.
-Miałam… Miałam koszmar.-wyjąkałam.
-Już jest wszystko w porządku.-powiedział głaszcząc mnie po plecach.
-Śniło mi się że, że nasz synek umarł.-powiedziałam cały czas płacząc.-Ten sen był taki realny.-dodałam.
-Nie martw się, wszystko jest w porządku.-powiedziałam.
-Śniło mi się, ze rodziłam nasze dziecko, a kiedy już się urodziło zaczęło płakać, a ja zemdlałam. Obudziłam się, a ty powiedziałeś, że nie żyję.-powiedziałam cały czas tuląc się do Zayna.
-Na szczęście to był tylko koszmar.-powiedział.
-Przepraszam, że cię obudziłam.-powiedziałam cicho.
-Nie spałem, byłem na dole w salonie i gadałem prze telefon i potem usłyszałem twoje krzyki więc tu przyszedłem.-powiedział głaszcząc mnie po policzku.
-Dziękuje.-powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Rozmawiałem z moim ojcem i muszę pojechać na parę dni do Włoch, jeśli chcesz i dobrze się czujesz możemy lecieć tam razem.-powiedział.-Moja mama bardzo by się ucieszyła, prosiła że jeśli dobrze się czujesz to możesz ją odwiedzić.-dodał.
-Bardzo chętnie. A kiedy?
-Jutro o 14 mamy samolot.-powiedział.
-Dobrze, jeśli mogę to polecę.-powiedziałam z uśmiechem. Nagle poczułam kopnięcie, zazwyczaj praktycznie ich nie czułam, ale teraz dziecko kopało jak szalone. Czasem czułam mocne bóle i się skrzywiłam.
-Coś się stało?-spytał Zayn, nic nie mówiąc wzięłam jego rękę i przyłożyłam ją do swoje brzucha. Akurat kiedy położyłam jego dłoń dziecko mocno kopnęło więc mógł to poczuć.
-Wow, ale kopię.-powiedział z uśmiechem Zayn.
-Na szczęście rzadko kiedy tak robi.-powiedziałam.-Jak damy mu na imię?
-Nie wiem tak szczerze.-powiedział.
-Mi podoba się imię… Conor. Może być?

-Mi pasuję, więc to będzie Conor Malik. Ładnie.-powiedział głaszcząc mój brzuch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz