środa, 2 lipca 2014

Rozdział 4

Otworzyłam oczy i zobaczyłam otaczającą mnie biel.
-Co się stało? Gdzie ja jestem?-spytałam zdezorientowana.
-Jest pani w szpitalu. Dobrze się pani czuję?-spytała jakaś pielęgniarka.
-Tak, wszystko w porządku. Co z moim dzieckiem?-spytałam.
-Wszystko w porządku niech się pani nie martwi.-powiedziała z uśmiechem.
-Dziękuje.-powiedziałam, a ona uśmiechnęła się do mnie i wyszła. Byłam chyba na izbie przyjęć więc pewnie zaraz mnie wypuszczą. Miałam w głowie mętlik. Mój ojciec zabił matkę, która chciała zabić go pierwsza i mnie zostawić. To jest jakaś chora sytuacja.
-Jak się czujesz?-spytał Zayn który właśnie wszedł.
-Dobrze.-odpowiedziałam.-Wiesz chciałam ci powiedzieć o dziecku, ale przez mojego ojca nie mogłam.-powiedziałam.-Przykro mi że to nie ja ci powiedziałam.
-Nie ważne, ważne że tobie i dziecku nic się nie stało i że dobrze się czujesz.-powiedział i przytulił mnie do siebie.-Który to tydzień?-spytał po chwili ciszy Zayn.
-11, prawie 3 miesiąc.-powiedziałam z uśmiechem.-Cieszysz się?-spytałam.
-Tak, bardzo. Cieszę się że dasz mi dziecko.-powiedział i cmoknął mnie w usta.
-Zayn jest tutaj mój ojciec?-spytałam.
-Nie, był ale powiedziałem żeby pojechał do domu żeby cię nie denerwował.-powiedział.
-A on wie o naszym dziecku?-spytałam.
-Na razie nie.-odpowiedział.
-No i dobrze, nie mów mu.-powiedziałam.
-Ale dlaczego? To twój ojciec ma prawo wiedzieć że jego córka jest w ciąży a on będzie dziadkiem.-powiedział.
-Nie, nie chcę żeby wiedział. Nasze dziecko nie będzie miało z nim kontaktu.-powiedziałam obejmując twarz Zayna swoimi rękami.
-Nie możesz zabraniać mu kontaktów z wnukiem.-powiedział.
-Dobra nie gadajmy o nim.-powiedziałam.-Jak ty się w ogóle dowiedziałeś o tej całej sprawie?-spytałam ciekawa.
-Kiedyś byliśmy załatwić interesy w Barcelonie i po spotkaniu kiedy wróciliśmy do hotelu poszliśmy na drinka, twój ojciec przesadził więc pomogłem mu dojść do jego pokoju. Poprosił żebym wysłuchał jego historię więc zostałem i słuchałem go nie mogłem w to uwierzyć ale to wszystko okazało się prawdą. Prosił żebym zachował to dla siebie i nic nikomu nie mówić a zwłaszcza tobie.-powiedział. Czyli wie już od kilku miesięcy i nic mi nie powiedział. Nie mam do niego żalu, ani nie jestem na niego zła. To był zasrany obowiązek mojego ojca żeby powiedzieć mi prawdę. Ale tego nie zrobił.
-Jesteś na mnie zła?-spytał Zayn kiedy milczałam.
-Nie, nie jestem zła.-powiedziałam i objęłam rękami twarz Zayna po czym go pocałowałam a on oddał pocałunek.
-Dzień dobry. Dobrze się pani czuję?-spytał lekarz który wszedł.
-Tak dobrze się czuję. Mogłabym już iść do domu?-spytałam.
-Tak nie widzę problemu. Proszę na siebie uważać i unikać stresów.-powiedział.
-Dobrze postaram się.-powiedziałam z uśmiechem wstając z łóżka czy czegoś co je przypominało. Zayn złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta i Zayn odjechał ze szpitalnego parkingu.
-Zayn?-spytałam.
-Tak?-spytał.
-Mógłbyś zatrzymać się przy jakieś aptece?-spytałam.
-Tak, a po co?-spytał.
-Bo muszę kupić witaminy, a wcześniej zapomniałam. Teraz jest po drodze więc cię o to proszę.-powiedziałam  a on przytaknął.-Gdzie jest moja torebka?-spytałam kiedy Zayn stanął przy jakieś aptece. Bez słowa sięgnął ręką z tyłu samochodu i podał mi torebkę.
-Proszę.-powiedział.
-Dzięki.-powiedziałam i wyciągnęłam portfel i receptę.-Zaczekasz? Zaraz wrócę.-powiedziałam a on przytaknął. Kiedy weszłam do apteki było trochę ludzi więc musiałam poczekać na swoją kolej. Obsłużyła mnie jakaś kobieta około pięćdziesiątki. Kiedy kupiłam to co miałam, poszłam w stronę samochodu a po chwili do niego wsiadłam.
-Ok, możemy jechać.-powiedziałam i spojrzałam w stronę Zayna, który w ręce trzymał zdjęcie naszego dziecka z USG.-Zapomniałam ci je pokazać.-powiedziałam.-Skąd wiedziałeś że mam je w torebce?-spytałam.
-Dzwonił twój telefon i akurat natrafiłem na zdjęcie.-powiedział z uśmiechem patrząc na mnie.
-A kto dzwonił?-spytałam.
-Twój ojciec.-odpowiedział podając mi zdjęcie żebym je schowała i tak też zrobiłam.
-Mogłeś nie odbierać.-powiedziałam kiedy Zayn jechał w stronę domu.
-Twój tata martwił się o ciebie.-powiedział Zayn.
-Nie interesuję mnie to.-powiedziałam.
-Nie bądź na niego zła.-powiedział.

-Ciekawe jak ty byś się czuł na moim miejscu.-powiedziałam. 10 minut później byliśmy pod domem. Wysiadłam z samochodu i z kluczami w ręce poszłam otworzyć drzwi od domu. Kiedy weszłam rzuciłam klucze na szafkę która była w korytarzu, a kiedy ściągałam buty do domu wszedł Zayn. Położyłam torebkę na fotelu w salonie a sama usiadłam na kanapie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz