czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 10

-Nie, wszystko w porządku, po prostu dziecko zaczęło mocniej kopać.-powiedziałam głaskając się po brzuchu.
-Myślałam, że coś ci się stało. Mogę dotknąć?-spytała mama Zayna.
-Skoro chcesz.-powiedziałam i położyłam jej rękę tam gdzie akurat Conor mocno kopał. Widać było, że kobieta się bardzo wzruszyła. Wzięłyśmy zakupy i poszłyśmy do domu. Położyłam zakupy w korytarzu i poszłam do salonu.
-Gdzie byłyście?-spytał Zayn wstając z kanapy.
-Na zakupach.-odpowiedziałam. Tata Zayna siedział na kanapie i patrzył się na mnie.-Dzień dobry.-powiedziałam z uśmiechem do niego.
-Cześć Hana. Co u ciebie?-spytał.
-Dobrze a u pana?-spytałam.
-U mnie też.-odpowiedział, a ja usiadłam obok Zayna wygodnie na kanapie.
-Coś się stało?-spytał tata Zayna kiedy jego żona weszła do salonu i dłońmi ociera twarz. Nie wiedziałam, że aż tak się wzruszyła, chociaż zawsze była wrażliwa.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała siadając obok męża.-Co zjecie na kolację?-spytała i z tym pytaniem zwróciła się do mnie i do Zayna.
-Ja nie jestem głodna.-powiedziałam wtulając się w Zayna.
-Przecież odkąd tu przyjechałaś nic nie zjadłaś.-powiedziała mama Zayna.
-Naprawdę nie jestem głodna.-powiedziałam.
-Dobrze nie będę nalegała.-powiedziała z uśmiechem.
-Czemu byłaś taka wzruszona?-spytał tata Zayna.
-Poczułam ruchy swojego wnuka.-powiedziała wtulając się w swojego męża. Ile ja bym dała, żeby widzieć mojego tatę i mamę razem, ale nie ona wolała inne życie i nie chciała ani jego ani mnie.
-Naprawdę?-spytał tata Zayna.
-Tak i to jakie. Często cię tak kopie?-zwróciła się do mnie.
-Nie, tylko czasem. Pewnie chcę, żebym pamiętała o jego istnieniu.-powiedziałam z uśmiechem.
-Zayn też mnie mocno kopał.-powiedziała patrząc na syna.-Czasem myślałam, że brzuch mi rozsadzi.-dodała.
-Chyba nasz syneczek odziedziczył to po swoim tatuśku.-powiedziałam patrząc na Zayna i śmiejąc się, na co on wyszczerzył się jak jakieś pięcioletnie dziecko, które dostało zabawkę.
-Mam nadzieję, że inne rzeczy też odziedziczy po tatusiu.-powiedział Zayn przytulając się do mojego brzucha.
-Lepiej nie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Bo będzie taki wkurzający, irytujący.-zaczęłam wymieniać śmiejąc się. Mówiłam to oczywiście do żartów.
-Chyba chciałaś powiedzieć, piękny, miły, zabawny, szczery, kochający…-chyba chciał wymieniać dalej, ale mu przerwałam.
-Dobra, dobra nie słodź już sobie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Mówię prawdę.-powiedział i zrobił smutną minkę odwracając swoją twarz w innym kierunku.
-No żartowałam przecież.-powiedziałam i za jego podbródek zwróciłam jego głowę w swoją stronę po czym go pocałowałam. Od razu się uśmiechnął.
-Jacy oni słodcy.-powiedziała mama Zayna, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że jego rodzice siedzą obok nas. Wstałam i chciałam iść na górę, bo byłam zmęczona.
-Gdzie idziesz?-spytał Zayn.
-Na górę, idę się położyć.-odpowiedziałam.
-Pójdę z tobą.-powiedział i wstał. Powiedziałam jego rodzicom dobranoc i poszliśmy.
-Zayn, mógłbyś wziąć te siatki z zakupami z korytarza i zanieść je na górę, a ja pójdę po sok?-spytałam.
-ok.-powiedział i poszedł w stronę korytarza, a ja do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam soku pomarańczowego. Wypiłam i odstawiłam szklankę po czym poszłam na górę do Zayna.
-Dużo zrobiłaś tych zakupów.-powiedział Zayn kiedy weszłam.
-Większość rzeczy do Conora kupiła twoja mama, mówiłam jej żeby tyle nie kupowała, ale ona się uparła.-powiedziałam siadając na łóżko.
-Nie ważne.-powiedział siadając obok mnie.
-Długo jeszcze tu będziemy?-spytałam Zayna.
-Nie, do jutra. Wolisz wyjechać jutro wieczorem czy pojutrze rano?-spytał.
-Jutro wieczorem.-odpowiedziałam przytulając się do Zayna.

-Ok, czyli jutro wieczorem wracamy do domu.-powiedział. Wstałam z łóżka i wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę. Wysuszyłam i uczesałam włosy i wróciłam do Zayna. Też się już umył i przebrał. Leżał na łóżku i oglądał tv. Leciał jakiś mecz. Położyłam się obok Zayna i się w niego wtuliłam po czym zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz