-Nie,
wszystko w porządku, po prostu dziecko zaczęło mocniej kopać.-powiedziałam
głaskając się po brzuchu.
-Myślałam,
że coś ci się stało. Mogę dotknąć?-spytała mama Zayna.
-Skoro
chcesz.-powiedziałam i położyłam jej rękę tam gdzie akurat Conor mocno kopał.
Widać było, że kobieta się bardzo wzruszyła. Wzięłyśmy zakupy i poszłyśmy do
domu. Położyłam zakupy w korytarzu i poszłam do salonu.
-Gdzie
byłyście?-spytał Zayn wstając z kanapy.
-Na
zakupach.-odpowiedziałam. Tata Zayna siedział na kanapie i patrzył się na
mnie.-Dzień dobry.-powiedziałam z uśmiechem do niego.
-Cześć
Hana. Co u ciebie?-spytał.
-Dobrze
a u pana?-spytałam.
-U mnie
też.-odpowiedział, a ja usiadłam obok Zayna wygodnie na kanapie.
-Coś się
stało?-spytał tata Zayna kiedy jego żona weszła do salonu i dłońmi ociera
twarz. Nie wiedziałam, że aż tak się wzruszyła, chociaż zawsze była wrażliwa.
-Nic się
nie stało.-odpowiedziała siadając obok męża.-Co zjecie na kolację?-spytała i z
tym pytaniem zwróciła się do mnie i do Zayna.
-Ja nie
jestem głodna.-powiedziałam wtulając się w Zayna.
-Przecież
odkąd tu przyjechałaś nic nie zjadłaś.-powiedziała mama Zayna.
-Naprawdę
nie jestem głodna.-powiedziałam.
-Dobrze
nie będę nalegała.-powiedziała z uśmiechem.
-Czemu
byłaś taka wzruszona?-spytał tata Zayna.
-Poczułam
ruchy swojego wnuka.-powiedziała wtulając się w swojego męża. Ile ja bym dała,
żeby widzieć mojego tatę i mamę razem, ale nie ona wolała inne życie i nie
chciała ani jego ani mnie.
-Naprawdę?-spytał
tata Zayna.
-Tak i
to jakie. Często cię tak kopie?-zwróciła się do mnie.
-Nie,
tylko czasem. Pewnie chcę, żebym pamiętała o jego istnieniu.-powiedziałam z
uśmiechem.
-Zayn
też mnie mocno kopał.-powiedziała patrząc na syna.-Czasem myślałam, że brzuch
mi rozsadzi.-dodała.
-Chyba
nasz syneczek odziedziczył to po swoim tatuśku.-powiedziałam patrząc na Zayna i
śmiejąc się, na co on wyszczerzył się jak jakieś pięcioletnie dziecko, które
dostało zabawkę.
-Mam
nadzieję, że inne rzeczy też odziedziczy po tatusiu.-powiedział Zayn
przytulając się do mojego brzucha.
-Lepiej
nie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Bo
będzie taki wkurzający, irytujący.-zaczęłam wymieniać śmiejąc się. Mówiłam to
oczywiście do żartów.
-Chyba
chciałaś powiedzieć, piękny, miły, zabawny, szczery, kochający…-chyba chciał
wymieniać dalej, ale mu przerwałam.
-Dobra,
dobra nie słodź już sobie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Mówię
prawdę.-powiedział i zrobił smutną minkę odwracając swoją twarz w innym
kierunku.
-No
żartowałam przecież.-powiedziałam i za jego podbródek zwróciłam jego głowę w
swoją stronę po czym go pocałowałam. Od razu się uśmiechnął.
-Jacy oni
słodcy.-powiedziała mama Zayna, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że jego
rodzice siedzą obok nas. Wstałam i chciałam iść na górę, bo byłam zmęczona.
-Gdzie
idziesz?-spytał Zayn.
-Na
górę, idę się położyć.-odpowiedziałam.
-Pójdę z
tobą.-powiedział i wstał. Powiedziałam jego rodzicom dobranoc i poszliśmy.
-Zayn,
mógłbyś wziąć te siatki z zakupami z korytarza i zanieść je na górę, a ja pójdę
po sok?-spytałam.
-ok.-powiedział
i poszedł w stronę korytarza, a ja do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam soku
pomarańczowego. Wypiłam i odstawiłam szklankę po czym poszłam na górę do Zayna.
-Dużo
zrobiłaś tych zakupów.-powiedział Zayn kiedy weszłam.
-Większość
rzeczy do Conora kupiła twoja mama, mówiłam jej żeby tyle nie kupowała, ale ona
się uparła.-powiedziałam siadając na łóżko.
-Nie
ważne.-powiedział siadając obok mnie.
-Długo
jeszcze tu będziemy?-spytałam Zayna.
-Nie, do
jutra. Wolisz wyjechać jutro wieczorem czy pojutrze rano?-spytał.
-Jutro
wieczorem.-odpowiedziałam przytulając się do Zayna.
-Ok,
czyli jutro wieczorem wracamy do domu.-powiedział. Wstałam z łóżka i wzięłam
swoją piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę.
Wysuszyłam i uczesałam włosy i wróciłam do Zayna. Też się już umył i przebrał.
Leżał na łóżku i oglądał tv. Leciał jakiś mecz. Położyłam się obok Zayna i się w
niego wtuliłam po czym zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz