czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 14

Jeszcze dwa tygodnie i nasz dzidziuś się urodzi. Już nie mogę się doczekać. Z panią Eve dobrze się dogaduję i nie nudzę się kiedy jestem w domu tak jak kiedyś. Zayn jest w pracy i powinien już niedługo wrócić, a pani Eve poszła już do domu. Siedziałam na kanapie, oglądałam tv i jadłam lody kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, więc musiałam wstać. Otworzyłam drzwi i ujrzałam w nich mojego ojca.
-Czego chcesz?-spytałam.
-Mogę wejść?-spytał, nie odzywając się szerzej otworzyłam drzwi żeby wszedł. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie.
-Po co przyszedłeś?-spytałam.
-Odwiedzić cię.-powiedział siadając na fotelu naprzeciwko mnie.-I muszę ci coś powiedzieć.
-Nagle przypomniałeś sobie, że masz córkę?-spytałam z kpiną w głosie.
-Nie przyszedłem się kłócić.-powiedział.
-Do rzeczy.-powiedziałam bo nie chciałam przebywać w jego towarzystwie.
-Będziesz miała rodzeństwo, Paula jest w ciąży i niedługo weźmiemy ślub.-powiedział. Nie mogłam w to uwierzyć. Ta suka złapała go na dziecko.
-To jakiś żart?-spytałam niedowierzając.
-Nie to nie jest żart. Nie cieszysz się?-spytał szczęśliwy.
-Nie, wcale. Ta suka złapała cię na dziecko.-powiedziałam, a on się wkurzył.
-Mówiłem ci już że Paula nie jest suką.-powiedział.-Przyszedł żeby ci powiedzieć o nowinie, a ty jesteś niemiła i wulgarna.-powiedział.
-A czego się spodziewałeś? Że rzucę ci się na szyję ze szczęścia i zacznę gratulować. No to się pomyliłeś.-dodałam.
-Jak dowiedziałem się, że jesteś w ciąży to się cieszyłem, a ty? Jak mi się odpłacasz?-spytał.
-Ja jestem w ciąży ze swoim mężem i on nie jest starszy ode mnie o 20 lat.-powiedziałam.
-Dobra pójdę już, nie będę się z tobą kłócił, a poza tym w domu czeka Paula.-powiedział i wyszedł. Nie wierzę, złapała go na dziecko, a on teraz przy niej lata jakby był nienormalny. Siedziałam patrząc się na ścianę chyba przez 15 minut, aż usłyszałam, że ktoś przyszedł.
-Cześć kochanie.-podszedł do mnie i pocałował w usta.-Coś się stało?
-Wiesz co się stało? Ta suka Paula jest w ciąży.-powiedziałam wkurzona i wstałam z kanapy.
-Wow.-Zayn powiedział był taki zaskoczony jak ja.
-Niedługo wezmą ślub, a do tego lata cały czas przy niej.
-Skąd wiesz?-spytał.
-Przyszedł jakieś pół godziny temu i mnie poinformował. Myślał, że będę mu gratulować i rzucę mu się na szyję ze szczęścia.-powiedziałam.-Złapała go na dziecko, jestem ciekawa czy to na pewno jego dziecko i czy w ogóle jest w ciąży.
-Chyba nie jest taka głupia i nie kłamałaby, że jest w ciąży.-powiedział Zayn.
-No nie wiem, po niej można spodziewać się wszystkiego.-powiedziałam i usiadłam na kanapie obok Zayna wtulając się w niego. Siedzieliśmy i gadaliśmy aż nie zadzwonił telefon Zayna. Musiał go odebrać więc poszedł na taras. Ja poszłam na górę, żeby spakować do torby do szpitala jeszcze parę rzeczy. Czułam, że już niedługo urodzę, czasem czułam lekkie skurcze i bóle w podbrzuszu, ale nic nie mówiłam, żeby nie martwić Zayna.
-Co robisz?-spytał Zayn kiedy schylałam się, żeby spakować ubrania.-Nie powinnaś się schylać.-powiedział kiedy zapinałam torbę.
-Nic mi się nie stanie. Nie martw się.-powiedziałam siadając na łóżku.
-Martwię się, nie możesz się schylać i dźwigać, bo zrobisz krzywdę sobie i dziecku.-powiedział przytulając moje ciało do swojego.
-Nic mi nie jest.-powiedziałam. Poczułam lekki ból i lekko się skrzywiłam.
-Co się stało?-spytał Zayn.
-Nic, tylko trochę mnie boli. Czasem mam takie lekkie skurcze, to nic.-powiedziałam głaszcząc swój duży brzuch.
-Czemu mi nie powiedziałaś?-spytał.
-Nie chciałam cię martwić.-powiedziałam i nagle ktoś zaczął dzwonić do drzwi.
-Pójdę otworzyć zaczekaj i zaraz dokończymy tą rozmowę.-powiedział i wyszedł. Ciekawe kto to może być. Minęło jakieś 5 minut, a Zayn nie wraca. Wstałam z łóżka i trzymając się za brzuch zeszłam na dół. Gdzie usłyszałam jakieś krzyki. Poszłam do korytarza i zobaczyłam jak Paula klei się do Zayna, a on ją odpycha.
-Zostaw go.-powiedziałam podchodząc bliżej i odpychając ją od Zayna.-Po co tu przyszłaś?-spytałam podchodząc do Zayna.
-Chciałam kontakt do ginekologa, a Zayn zaczął się do mnie przystawiać i mu uległam.-powiedziała, co za żmija.
-Nie kłam, a najlepiej stąd wyjdź.-powiedziałam.
-Twój mąż się do mnie przystawiał, powinnaś na niego uważać.-powiedziała. Czułam bóle w podbrzuszu, ale nie chciałam, żeby ta suka widziała, że jestem słaba.
-Ty jesteś jakaś nienormalna, nie kłam, mój ojciec ci nie wystarcza więc chcesz mojego męża? To się pomyliłaś. A teraz wyjdź, albo wyrzucę cię za te twoje paskudne blond włosy.-powiedziałam. Paula zaczęła coś gadać pod nosem po czym wyszła mocno trzaskając drzwiami.
-Czego ona chciała?-spytałam odwracając się w stronę Zayna  trzymając się za brzuch.
-Przyszła spytać o lekarza, ale kiedy zobaczyła, że to ja uczepiła się mnie i nie chciała puścić. Chciałem ją odepchnąć, ale nie chciałem jej popychać, bo bałem się, że zrobię jej krzywdę.-wyjaśnił, a ja się do niego przytuliłam.
-Źle się czuję, muszę iść się położyć.-powiedziałam odklejając się od Zayna. On po prostu podniósł mnie i zaniósł do sypialni. Mówiłam mu żeby mnie postawił, bo jestem ciężka, ale mnie nie słuchał. Położył mnie na łóżku i usiadł obok mnie na łóżku. Brzuch mnie bolał coraz bardziej. Skuliłam się na łóżku.
-Zayn, zawieziesz mnie do szpitala?-spytałam kiedy już nie mogłam wytrzymać.
-Źle się czujesz?-spytał zmartwiony.
-Tak chyba się zaczęło. Musimy jechać do szpitala.-powiedziałam. Zayn wziął torbę i zaniósł mnie do samochodu. Pół godziny później byliśmy w szpitalu. Od razu wzięli mnie na porodówkę, pytali czy Zayn ma być przy porodzie więc oboje się zgodziliśmy. Lekarz mówił, że nic się nie stanie jak urodzę dwa tygodnie przed terminem. To wszystko przez ten stres. Nie miałam siły, a musiałam przeć, Zayn gadał że dam radę i w ogóle i strasznie mnie denerwował to nie była jego wina ale nic na to nie poradzę, że byłam na niego wkurzona, to wszystko przez to, że nie mogłam już przeć, wszystko mnie bolało, nie miałam siły, a dziecka nie było jeszcze na świecie. Po paru mocnych pchnięciach poczułam ulgę i usłyszałam płacz dziecka.

-Mają państwo zdrowego synka, gratulację.-powiedział lekarz. Chwilę później trzymałam synka w objęciach i całowałam go w czółko. Był taki malutki i słodki. Warto było tyle cierpieć, żeby teraz mieć takiego skarba. Wzięli dziecko na badania, a mnie przewieźli do Sali. Byłam strasznie zmęczona i poszłam spać.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 13

Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że jestem w szpitalu. Głowa mnie boli, ale nie jest źle. Czy wszystko w porządku z moim dzidziusiem?
-Dzień dobry.-powiedziała pielęgniarka, która weszła przed chwilą.
-Dzień dobry.-odpowiedziałam.
-Dobrze się pani czuję?-spytała zmieniając kroplówkę.
-Głowa tylko trochę mnie boli i brzuch. Wszystko w porządku z moim dzieckiem?-spytałam siadając na szpitalnym łóżku.
-Tak, wszystko w porządku. Niech się pani nie martwi.-powiedziała.-Pani mąż już dość się namartwił o waszą dwójkę.-dodała. Zayn na pewno się martwił. Ciekawe gdzie teraz jest. Trochę bolała mnie szyja, miałam założony taki jakby komin, nie wiem jak to się nazywa.
-Dlaczego mam to założone?-spytałam.
-Aby usztywnić pani szyję.-odpowiedziała, a ja przytaknęłam. Chwilę później byłam już sama w sali. Nie miałam co robić i nie wiedziałam jak długo tu zostanę, głaszczę swój brzuch, mam nadzieję, że przez ten wypadek naprawdę nic się nie stało dziecku. Wszystko przez mojego ojca, gdyby nie powiedział mi tyle przykrych słów, gdyby się ze mną nie pokłócił nic by się nie stało. Wyrzekł się mnie dla tej dziwki, która puści go z torbami.
-Cześć kochanie. Jak się czujesz?-spytał Zayn wchodząc do sali.
-Cześć, dobrze.-odpowiedziałam. Zayn podszedł do mnie i cmoknął mnie w usta po czym usiadł na krześle przy łóżku.-Gdzie byłeś?-spytałam.
-Po jakieś rzeczy dla ciebie.-odpowiedział.
-Ile będę musiała tu zostać?-spytałam.
-Kilka dni na obserwacji.-powiedział, a ja przytaknęłam głową.-Czemu jechałaś tak szybko? Gdzie się spieszyłaś?-spytał.
-Nie jechałam szybko i nigdzie się nie spieszyłam.-powiedziałam.
-Ale miałaś wypadek. Co się stało u twojego ojca?-zapytał.
-Pokłóciliśmy się.-powiedziałam i nagle przypomniało mi się, że kiedy się kłóciliśmy ojciec mnie spoliczkował.-Mogę na chwilę twój telefon?-spytał. Zayn wyciągnął z kieszeni telefon i mi go podał. Wzięłam go od niego i zaczęłam się przeglądać w ekranie telefonu.
-Co się stało?-spytał. Oddałam mu telefon i patrzyłam na niego.
-Nic.-odpowiedziałam. Zayn chwycił mnie za podbródek i zaczął przyglądać się mojemu prawemu policzkowi.
-Co ci się stało w policzek? Kto cię uderzył?-spytał przyglądając się mojej twarzy.
-Mówiłam, że pokłóciłam się z ojcem, powiedziałam parę słów za dużo o mojej matce, a on się wkurzył i mnie spoliczkował.-powiedziałam.
-No ale jak to? Nie miał prawa cię bić.-powiedział..
-Ja go nie usprawiedliwiam, jestem na niego zła. On się mnie wyrzekł, wybrał ją. Powiedział, że jeśli nie będę się z nią dogadywać i lubić ją, źle traktować, to mam zapomnieć, że jest moim ojcem. Tak strasznie się kłóciliśmy, powiedziałam mu parę nie miłych słów, ale on był jeszcze gorszy. Cały czas płakałam i sama nie wiem jak wjechałam w to drzewo.-powiedziałam.
-Przykro mi, że tak cię potraktował, ale to jego strata, że stracił swoją córkę.-powiedział i przytulił mnie do swojego ciała. Syknęłam z bólu. Bo szyja mnie strasznie bolała.
-Przepraszam. nie chciałem. Co cię boli?-spytał.
-Szyja, ale nie przejmuj się ty.-powiedział i uśmiechnęłam się. Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi, nic nie odpowiedzieliśmy, a do środka wszedł mój ojciec z tą swoją dziwką.
-Cześć córeczko. Wszystko w porządku z tobą i dzieckiem? Jak się czujesz? –spytał stając przy drugim końcu łóżka naprzeciwko mnie. Na łóżku położył jakąś siatkę z owocami. Ja na pewno nie będę tego jadła. Teraz się pyta jak się czuję? To wszystko jego wina.
-Nie mów to mnie córeczko, bo ja nie jestem twoją córką, nie znam cię.-nie chciałam tak powiedzieć, ale on też mnie ranił swoimi słowami.-Nie twoja sprawa jak się czuję, nie interesuj się tym. Zajmij się sobą i swoją koleżanką. Przypomnę ci, że to przez ciebie tu jestem.-powiedziałam głaszcząc się po brzuchu. Nie chciałam martwić Zayna, ale przez to, że przyszedł mój ojciec zaczął boleć mnie brzuch.
-Nie traktuj mnie tak, jestem twoim ojcem. Odzywaj się do mnie z szacunkiem.-powiedział, on jest jakiś nienormalny.
-Powiedziałeś, że wyrzekasz się mnie dla niej.-wskazał palcem na tą Paulę.-Nie muszę cię traktować z szacunkiem, bo na niego nie zasługujesz.-powiedziałam.-Nie potrzebnie robiłeś sobie problem, weź to , bo ja tego nie chcę.-powiedziałam i rzuciłam w niego i tą Paulę siatką z tymi owocami tak, że wszystkie wyleciały.
-Jak ty się zachowujesz Hana? Nie widzisz, że krzywdzisz swojego ojca?-odezwała się ta suka.
-Co cię to interesuję. Nie wtrącaj się, najlepiej wyjdź stąd, bo nikt cię tu nie zapraszał.-powiedziałam.
-Hana uspokój się! Nie odzywaj się tak do Pauli!-ojciec zaczął krzyczeć.
-Wyjdź stąd, zabieraj tą sukę i wynoś się stąd!-też zaczęłam krzyczeć. Nie odzywając się wziął Paulę za rękę i wyszli.
-Już dobrze, uspokój się.-powiedział Zayn tuląc mnie do siebie.
-Po co on tu przyszedł?-spytałam.-Tylko mnie wkurzył.-dodałam.-Miał tupet, żeby tu przyjść z nią.
-Już dobrze.-powiedział. Dwa dni później mogłam już wyjść ze szpitala. Nie mam kontaktu z ojcem. Muszę jeszcze przez parę dni nosić ten komin na szyi. Lekarz powiedział, że nie mogę się denerwować i muszę się oszczędzać.
-Gdzie idziesz?-spytał Zayn kiedy wstałam z kanapy.
-Do kuchni, zrobić sobie herbatę.-odpowiedziałam.
-Mogłaś powiedzieć, usiądź ja ci zrobię.
-Zayn nie przesadzaj, mam się oszczędzać, ale herbatę robić mogę.-powiedziałam do kuchni.-Chcesz też?-zawołałam z kuchni.
-Nie, jak chcesz możesz mi zrobić kawę.-odkrzyknął, więc zrobiłam mu tą kawę. Woda się zagotowała zalałam kawę i herbatę i z kubkami poszłam do salonu. Podałam Zaynowi kubek z kawą i usiadłam obok niego oglądając tv i pijąc herbatę.
-Może zatrudnimy kogoś, kto sprzątałby nam, gotował, pomagał ci przy dziecku.-zaproponował Zayn. To nawet nie jest zły pomysł. Z dzieckiem sobie poradzę, a posprzątać zawsze ktoś by mógł.
-Dobry pomysł.-powiedziałam.-Ale nie znam nikogo takiego.-dodałam.
-Zadzwonię do mamy i spytam ją. Powinna kogoś znać.-powiedział i wyciągnął telefon.
-Mam numer do jakieś czterdziestolatki, możemy do niej zadzwonić.-powiedział.
-Ale czy to zaufana osoba? Można jej ufać?-spytałam.
-Mama mówiła, że tak. Kiedyś pracowała u moich rodziców, ale wyjechała do Londynu i teraz tutaj mieszka.-powiedział.
-Ok, podaj mi ten numer, to zadzwonię.-powiedziałam, sięgając po telefon na stół. Podał mi numer tej kobiety i zadzwoniłam.
-Halo?-odezwała się kobieta.
-Dzień dobry, mówi Hana Malik, pani Trisha Malik poleciła nam panią.-powiedziałam.
-Ale o co chodzi?-spytała.
-Potrzebujemy z mężem kogoś do pomocy w domu. Jest pani zainteresowana?-spytałam.
-Sama nie wiem.-powiedziała.
-Mam pani czas o 16?-spytałam.
-Tak.
-Mogłaby pani przyjść wtedy byśmy porozmawiały.-powiedziałam.-Zgodziła się więc podałam jej adres.
-I co? Zgodziła się?-spytał Zayn.
-Powiedziała, że przyjdzie, ale sama nie wiem, chyba nie jest zainteresowana.-powiedziałam, kiedy z nią rozmawiałam nie byłam szczęśliwa, chyba że ja odniosłam takie wrażenie.
-Przyjdzie, porozmawiamy i zobaczymy.-powiedział.-Albo i nie.-powiedział patrząc na zegarek.
-Dlaczego?
-Bo o 16 mam spotkanie.
-Ok, sama z nią pogadam. Pół godziny później Zayn poszedł się przebrać i poszukać jakiś dokumentów. Pożegnał się ze mną i wyszedł, a chwilę później ktoś zadzwonił dzwonkiem. Wstałam z kanapy i poszłam otworzyć drzwi.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się.
-Dzień dobry. Pani Hana?-spytała.
-Tak niech pani wejdzie.-powiedziałam i wpuściłam kobietę. Poszłyśmy do salonu, zrobiłam nam herbatę i zaczęłyśmy gadać.
-Pracowała pani u rodziców Zayna tak?-spytałam.
-Tak. A Zayn to pani mąż?-spytała.
-Tak. Niech pani mówi mi po imieniu po prostu Hana.-powiedziałam z uśmiechem.
-Macie piękny dom.-powiedziała kiedy oprowadziłam ją po domu. Miała rację nasz dom był piękny.
-Jeśli zgodziłaby się pani, może u nas zamieszkać lub przychodzić nam to jest obojętne.
-Wolałabym przychodzić. To co miałabym u was robić?-spytała. Okazało się, że nie ma 40 lat tylko niecałe 60, ale mi to nie przeszkadzało.
-Sprzątać, gotować i czasem zająć się dzieckiem.-powiedziałam wskazując na swój brzuch.
-Rozumiem, a w którym jesteś miesiącu?-spytała.

-W 7, ale dziecko może się urodzić wcześniej przez wypadek, który miałam niedawno.-powiedziałam i tak zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziałam jej swoją historię, a ona mi swoja. Musiała przyjechać tutaj do Londynu, bo jej syn był chory, a niedawno zmarł. Bardzo współczuję tej kobiecie, ale dobrze się trzyma. Zgodziła się u nas pracować. Przyszedł Zayn i się poznali. Widać, że Zayn też ją polubił. Pogadaliśmy jeszcze jakiś czas, a później kobieta musiała już iść. Od jutra zaczyna u nas pracować, wydaję się być uczciwą, miła no i w ogóle. Mam nadzieję, że się na niej nie zawiodę.

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 12

-Co?! Jak to twoja dziewczyna?!-krzyknęłam, przecież to niemożliwe. Ta baba ma jakieś niecałe trzydzieści lat, a on mi wyjeżdża, że to jego dziewczyna? Pewnie chcę tylko jego kasy.
-Normalnie, to moja dziewczyna.-powiedział spokojnie.
-Żartujesz sobie ze mnie? Ona mogłaby być twoją córką.-powiedziałam.
-Nie, nie żartuję sobie z ciebie. Może i mogłaby być moją córką, ale nie jest. Za to ty jesteś i chcę żebyś mnie wspierała.-powiedział.
-Nie wierzę, to chyba jakiś koszmar.-powiedziałam cały czas głaskając się po brzuchu, żeby choć trochę się uspokoić. Co mu odbiło? Nie wierzę w miłość tej baby do mojego ojca. To zwykłą naciągaczka.
-Hana, proszę cię zachowuj się. Pomyśl jak teraz czuję się Paula, nie przywitałaś się z nią miło. W ogóle się nie przywitałaś. Zachowuj się chociaż dla mnie. Proszę cię.-powiedział, odwrócił się do tej Pauli chyba.-To moja córka Hana i jej mąż Zayn.-powiedział.
-Miło mi Paula.-powiedziała i wyciągnęła w moją stronę rękę. Niechętnie podałam jej swoją rękę. Wyciągnęła rękę w stronę Zayna i widziałam jak spodobał jej się Zayn. Niech lepiej od niego spada, bo zrobię jej krzywdę.-O widzę, że jesteś w ciąży. Gratulację.-powiedziała. Wow szybka jest nie wiedziałam, że jestem w ciąży. A te swoje gratulacje może schować sobie głęboko, szeroko.
-Wielkie dzięki.-powiedziałam z udawanym uśmiechem i wtuliłam się w Zayna. Mojego ojca może sobie wziąć, ale od Zayna wara.
-Czym się zajmujesz?-spytał Zayn kiedy usiedliśmy. Zayn i ja siedzieliśmy na jednej, a oni na drugiej.
-Jestem sekretarką Johna.-powiedziała i uśmiechnęła się do niego. Jaka żenada. Niech oni przestaną się tak obściskiwać. Porozmawiałabym z ojcem, ale nie chcę zostawiać Zayna z tą babą, bo jeszcze by się do niego lepiła.
-Zayn możemy iść? Źle się czuję.-powiedziałam.
-Ale przyszliście na kolację, a ona jest jeszcze nie gotowa.-powiedziała ta baba.
-Mam gdzieś tą twoją kolację, udław się nią.-powiedziałam zła wstając z kanapy.
-Hana, jak ty się zachowujesz?-spytał mnie zły ojciec.
-No co? Nie interesuję mnie jej kolacja. Zjedźcie sobie ją sami.-powiedziałam. Zayn nie odezwał się tylko złapał mnie za rękę i prowadził do wyjścia.
-Hana zaczekaj.-powiedział podniesionym głosem mój ojciec.
-Co?-spytałam odwracając się w jego stronę.
-Zanim wyjdziesz przeproś Paule. Chciała być miła, ale ty wszystko zniszczyłaś.-powiedział. Bardzo zabolały mnie jego słowa, ale nie pokazałam tego.
-Ja wszystko zniszczyłam? Jesteś śmieszny, dlaczego nie mogłeś znaleźć sobie kogoś w swoim wieku co?-spytałam.
-Hana, zachowuj się, przeproś Paule, a poza tym to nie twoja sprawa dlaczego wybrałem Paule.-powiedział.
-Nie będę z tobą w ogóle rozmawiała. Pójdę zanim powiem parę słów za dużo, zresztą ty też.-powiedziałam po czym wyszłam. Kiedy szłam do samochodu łzy zaczęły moczyć moje policzki. Wsiadłam do auta i czekałam chwilę za Zaynem. Chwilę później wsiadł i odjechaliśmy z tego miejsca.
-Dlaczego płaczesz?-spytał zatroskanym głosem Zayn patrząc na mnie. Siedzieliśmy na kanapie u nas w domu.
-Widziałeś tą laskę? Mogłaby być jego córką, ona go nie kocha leci na jego kasę, a on tego nie widzi. Będzie płakał i nie jestem pewna czy mu pomogę.-powiedziałam.
-Mogłaby być jego córką, ale nie jest, a poza tym to nie wiesz czy go kocha czy nie. Nawet jej nie poznaliśmy.-powiedział.
-A co ty jej tak bronisz? Spodobała ci się?-spytałam.
-Nie, nie jest w moim typie.-powiedział.
-Widziałeś jak patrzyła na ciebie kiedy się przywitaliście? Na mojego ojca nawet przez chwilę tak nie spojrzała.-powiedziałam.
-Przesadzasz, nie przejmuj się nią.-powiedział spokojnie.
-A może umówię cię z nią i ją przelecisz skoro jej tak bronisz.-powiedziałam.
-Hana, nie gadaj bzdur.-powiedział.
-To ty przestań jej tak bronić. Jest sekretarką mojego ojca, wleciała mu do łóżka i tak to się skończyło.-powiedziałam.
-Nie wiem jak to było. Wiesz nie kłóćmy się z powodu tej baby. Szczerze to też jej nie polubiłem, ale nie chciałem być nie miły. Może leci tylko na kasę twojego ojca, a on tego nie widzi? Sam nie wiem.-powiedział.
-Jestem pewna, że leci tylko na jego kasę. Nie wierzę w to, że się w nim zakochała. Dlaczego nie mógł sobie znaleźć kogoś w swoim wieku? Wtedy nie miałabym nic przeciwko.-powiedziałam. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym poszliśmy na górę. Wzięłam szybki prysznic i nie czekając na Zayna poszłam spać. Rano kiedy się obudziłam Zayna już nie było. Było coś po 9. Za wcześnie, żeby jechać do ojca do firmy. Postanowiłam, że zrobię mu niespodziankę i go odwiedzę. Wstałam z łóżka, ubrałam się, uczesałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie herbatę i kanapki i z nimi poszłam do salonu. Oglądając tv jadłam śniadanie. Kiedy zjadłam śniadanie poszłam złożyć naczynia do zmywarki i posprzątać po śniadaniu, bo zrobiłam trochę syfu w kuchni. Miałam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam trochę posprzątać. Pozamiatałam i umyłam podłogę w całym domu. Spojrzałam na zegarek było coś po 13. Trochę czasu mi zeszło. Zrobiłam obiad i poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w inne ciuchy. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. W kuchni siedział Zayn i jadł obiad.
-Cześć kochanie.-powiedział kiedy mnie zauważył.
-Cześć.-powiedziałam i podeszłam do niego i pocałowałam go lekko w usta.
-Idziesz gdzieś?-spytał.
-Tak, jadę na chwilę do mojego ojca.
-Po co?-spytał.
-Muszę z nim porozmawiać i wyjaśnić parę rzeczy. Nie zejdzie mi długo. A ty skończyłeś już na dziś swoją pracę?
-Tak.
-Jak wrócę to razem poleniuchujemy ok?-spytałam, a on przytaknął.
-Kocham cię.-powiedziałam po czym podeszłam do Zayna i zaczęłam się z nim całować.
-Ja ciebie też. Uważaj na siebie.-powiedział kiedy byłam już w korytarzu. Na te słowa uśmiechnęłam się. Wzięłam kluczyki i poszłam do samochodu. Niecałe 20 minut później byłam pod firmą ojca. Zaparkowałam auto i poszłam do budynku. Od razu skierowałam się do winy. Ten budynek znam najlepiej. Kiedy byłam mała często go zwiedzałam, bo nie miałam co robić kiedy tata mnie tu zabierał, a miał jakieś ważne spotkania. Na samą myśl się uśmiechnęłam. Chwilę później byłam już na górze.
-Cześć Samanto.-przywitałam się z sekretarką mojego ojca.
-Cześć Hana, widzę, że ciąża ci służy.-powiedziała 35 letnia kobieta. Zawsze lubiłam Samantę, była miła i zawsze mi pomagała kiedy potrzebowałam pomocy.
-Tak, dzięki. Ojciec jest u siebie?-spytałam.
-Tak.-odpowiedziała.
-Zajęty?
-Nie.
-Sam?-spytałam musiałam wiedzieć.
-Tak, możesz do niego wejść.-powiedziała.
-Ok, ale nie mów mu, że przyszła ok?-spytałam, a ona przytaknęła. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi.
-Proszę.-odezwał się mój ojciec, więc weszłam.-Cześć córeczko, widzę, że przemyślałaś swoje wczorajsze zachowanie.-powiedział.
-Cześć, przyszłam z tobą porozmawiać.-powiedziałam i usiadłam na krześle naprzeciwko ojca.
-O czym?
-Mogłeś mnie uprzedzić, że chcesz mi przedstawić swoją dziewczynę.-powiedziałam podkreślając słowo dziewczynę.
-Chciałem zrobić ci niespodziankę.
-I zrobiłeś tylko nie zbyt miłą.
-Dlaczego taka jesteś?-spytał.
-Jaka?
-Taka niemiła, wredna, wczoraj nie zrobiłaś najlepszego wrażenia.
-Mam to gdzieś, ona cię nie kocha. Widziałeś jak wczoraj patrzyła na Zayna?
-Co ty gadasz za bzdury? Ta ciąża uderzyła ci chyba do mózgu.-powiedział.
-Słucham?!
-To co słyszysz mówię prawdę. Dziwię się, że Zayn jeszcze z tobą wytrzymuję, czasem naprawdę jesteś nie do wytrzymania.-powiedział. Nie wierzę jak on tak może. Jeszcze miesza w to moje dziecko.
-Nie masz prawa tak do mnie mówić i nie mieszaj w to mojego dziecka.-powiedziałam nieźle wkurzona. Jego słowa bardzo mnie zabolały.
-Mam prawo, ty nie miałaś prawa się wczoraj tak zachowywać a jednak się zachowałaś.-powiedział.
-To moja sprawa. Nie masz prawa mieszać w to Zayna.
-Mówię prawdę.
-Co ty możesz wiedzieć? Własna żona cię zdradzała i nigdy nie kochała, zdradzała cię i chciała zostawić. Jestem ciekawa czy twoja kochaneczka o tym wie. Wie co zrobiłeś mojej matce?!-krzyczałam, ojciec mnie spoliczkował.
-Zamknij się, nic nie wiesz, a się wtrącasz.
-Pożałujesz, że mnie spoliczkowałeś. Ona cię zostawi i jestem ciekawa co wtedy zrobisz.-powiedziałam.
-O mnie się nie martw. Lepiej martw się o swoją rodzinę.
-Niech cię to nie interesuję. I trzymaj tą swoją dziwkę z daleka od Zayna, bo pożałuję.-powiedziałam.
-Zostaw Paulę w spokoju, jeśli będziesz tak źle ją traktować, to zapomnij że masz ojca.-powiedział. Czy ja kurwa śnię? On powiedział to naprawdę? Nie wierzę. Woli tą tanią dziwkę niż własną córkę i nienarodzonego wnuka.
-Sam tego chciałeś, nie martw się ja już zapomniałam, że mam ojca, a i nie zbliżaj się do mojego dziecka kiedy się urodzi. Nie zasługujesz, żeby je poznać. Zajmij się tą dziwką, a o mnie zapomnij jakbym w ogóle nie istniała. Wybrałeś ją więc to twój wybór. Cześć.-powiedziałam i wyszła mocno trzaskając drzwiami.
-Coś się stało?-spytała zatroskana Samanta.

-Nie, wszystko w porządku, cześć.-powiedziałam i weszłam do windy. Nie mogłam wytrzymać i rozpłakałam się. Nigdy nie kłóciłam się tak z ojcem, ale musiała pojawić się ona i wszystko zniszczyć. Winda zjechała na parking więc z niej wyszłam i poszłam do samochodu. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę domu. Wyrzekł się mnie mój własny ojciec się mnie wyrzekł dla jakieś taniej dziwki, która pewnie zdradza go za jego plecami. Tak płakałam. Tak mi łzy leciały, że nie widziałam drogi przed sobą i wpadłam w poślizg. Uderzyłam chyba w drzewo i uderzyłam głową o kierownicę. Nie pamiętam co było potem, bo straciłam przytomność.

Rozdział 11

Ten dzień minął szybko. Wstałam, ale Zayna nie było. Okazało się, że pojechał ze swoim tatą do firmy więc ten dzień spędziłam z mamą Zayna. Całe popołudnie przesiedziałam w ogrodzie, cały czas rozmawiając z mamą Zayna o wszystkim. Była dla mnie jak matka, ona traktowała mnie jak córkę. Później wróciłam Zayn z ojcem, zjedliśmy obiad, chwilę jeszcze porozmawialiśmy z Zayna rodzicami i musieliśmy zbierać się na samolot. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy na lotnisko. Znów lecieliśmy samolotem Zayna.
-Życzą sobie państwo czegoś?-zapytała nas stewardesa.
-Tak, chciałabym coś zjeść, jestem głodna.-powiedziałam.-Poproszę nuggesty.-powiedziałam do stewardesy.-A ty coś chcesz?-spytałam Zayna.
-Nie.-odpowiedział, a stewardesa odeszła. Przyszła jakieś 5 minut później. Dała mi nuggesty po czym odeszła. Jedzenie było pyszne, a ja byłam strasznie głodna. Jadłam je razem z Zaynem.
-Mogłeś sobie też zamówić.-powiedziałam śmiejąc się, bo Zayn zabierał mi kurczaczki z talerza. Kiedy zjadłam, poszłam spać. Obudziłam się gdy byliśmy już w Londynie. Niecałą godzinę później byliśmy już w domu. Zayn wniósł bagaże na górę a ja poszłam do kuchni po sok. Wypiłam go i poszłam usiąść na kanapę w salonie. Z torebki wyciągnęłam telefon i miałam parę nieodebranych połączeń od taty więc do niego zadzwoniłam.
-Cześć córeczko.-powiedział.
-Cześć tato. Coś się stało?-spytałam.
-Nie, nic się nie stało. Dlaczego nie odbierałaś?-spytał.
-Miałam wyciszony telefon i nie używałam go przez jakieś dwa dni, bo byliśmy u rodziców Zayna.-powiedziałam.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?-spytał.
-Bo z tego wszystkiego zapomniałam, Zayn musiał jechać pozałatwiać jakieś sprawy ze swoim ojcem więc pojechałam z nim.
-No dobrze. Chciałem was zaprosić jutro na kolację u mnie w domu.-powiedział.- Macie czas?
-Raczej tak, a z jakiej to okazji?-spytałam.
-To niespodzianka. Bądźcie o 19. Zgoda?-powiedział.
-Ok, będziemy o 19.-powiedziałam.
-Bardzo się cieszę. To do jutra córciu.-powiedział i się rozłączył.
-Z kim rozmawiałaś?-spytał Zayn siadając obok mnie.
-Z tatą i zaprosił nas jutro na kolację o 19, powiedziałam, że przyjdziemy.
-Ok, a z jakiego powodu?-spytał.
-Pytałam go, ale nie powiedział. Bardzo chciał, żebyśmy przyszli.-oznajmiłam.
-Skoro chciał no to przyjdziemy.-powiedział.-Jesteś głodna?
-Nie, a ty?
-Nie.
-To dobrze, bo inaczej sam musiałbyś sobie coś zrobić.-powiedziałam śmiejąc się.
-Dlaczego niby?-spytał.
-Bo mi się nie chcę. Najchętniej poszłabym spać.-powiedziałam.
-Nie chcę mi się iść na górę. Dzisiaj śpię na kanapie.-oznajmiłam.
-Nie żartuj, nie będziesz spać na kanapie, a skoro nie chcę ci się iść to cię zaniosę.-powiedział i podniósł mnie z kanapy.
-Zayn, puść mnie jestem ciężka.-powiedziałam śmiejąc się.
-Nie, nie jesteś. Mówiłaś, że nie chcę ci się iść więc cię zaniosę.-powiedział i wszedł ze mną po schodach. Zaniósł mnie do naszej sypialni i położył mnie na łóżku.
-Teraz możesz iść spać.-powiedział.
-Muszę się przebrać, nie będę spała w tych ciuchach.-powiedziałam i wstałam, poszłam po jakieś ciuchy do spania i położyłam się do łóżka. Chwilę później zasnęłam. Obudził mnie czyiś dotyk na policzku.
-Idę do pracy, będę coś koło 3 ok?-spytał Zayn.
-Ok, tylko nie spóźnij się na tą kolację.-powiedziałam.
-Dobrze nie zapomnę.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w usta i wyszedł do pracy. Przez jakąś godzinę leżałam jeszcze w łóżku i oglądałam tv. Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Wysuszyłam włosy, uczesałam je i ubrałam się. Zeszłam na dół zjeść jakieś śniadanie. Nie chciało mi się nic robić więc zjadłam jogurt. Kiedy skończyłam go jeść, wzięłam torebkę włożyłam do niej telefon i sprawdziłam czy mam portfel po czym wzięłam kluczyki od auta i pojechałam na zakupy. Musiałam kupić sobie jakąś sukienkę. Ciekawe co to za niespodzianka. Po godzinie znalazłam jakąś sukienkę. Podobała mi się, przód miała krótszy, a tył dłuższy. To była taka bluzka na ramiączkach i spódniczka, całość była zszyta i tworzyła sukienkę. Najważniejsze, że nie wyglądałam w niej tak grubo. Po tym jak kupiłam sukienkę, poszłam zrobić zakupy, bo w lodówce zbyt dużo nie było. Kupiłam jakieś jogurty, płatki, sałatę, pomidora, ogórka i takie różne. Weszłam jeszcze do cukierni, bo miałam straszną ochotę na coś słodkiego. Kupiłam pączka, ptysia, dwa eklerki, duży kawałek sernika i czekoladowy mały torcik. Wyglądał pysznie i, ja i mój syneczek mieliśmy na niego straszną ochotę więc go kupiłam. Włożyłam zakupy do samochodu i pojechałam do domu. Było coś po 2 więc Zayn nie długo też będzie w domu. Wzięłam zakupy z samochodu i poszłam do domu. Zaniosłam je do kuchni i powyciągałam. Zrobiłam obiad i z nim poszłam do salonu. Włączyłam tv i jadłam obiad.
-Już jestem.-powiedział Zayn i podszedł do mnie pocałować mnie w policzek. Zrobiłam mu obiad i razem zjedliśmy w salonie. Później posprzątałam po obiedzie. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do tej kolacji u mojego ojca więc zaczęłam sprzątać dom. Wszędzie pozamiatałam, umyłam podłogi i umyłam okna. Usiadłam na kanapie i czułam zmęczenie. Było coś po 17 więc czas zacząć się szykować. Wzięłam kąpiel i od razu poczułam się lepiej. Wytarłam swoje ciało ręcznikiem i ubrałam tą nową sukienkę, wyprostowałam swoje włosy i zrobiłam lekki makijaż. Założyłam czarne, dość wysokie obcasy i byłam gotowa, Zayn też. Było coś po 18 więc mogliśmy jechać. Wzięłam jeszcze torebkę i włożyłam do niej potrzebne rzeczy.
-Pięknie wyglądasz.-powiedział Zayn kiedy zeszłam do niego z góry. On czekał na mnie w salonie.
-Oh, dzięki ty też ładnie wyglądasz. Razem wyglądamy jeszcze lepiej.-powiedziałam po czym pocałowałam go w usta. Zaynowi to nie wystarczyło, bo objął mnie w talii i zaczął całować.
-Wiesz mamy chyba jeszcze chwilę.-powiedział.
-Nie żartuj, nie mamy czasu, nie mam zamiaru się tłumaczyć. Chodź za nim się spóźnimy.-powiedziałam. Pół godziny później byliśmy pod domem mojego ojca.
-Ciekawe co to za niespodzianka.-powiedziałam wysiadając z auta.
-Też jestem ciekawy, zwłaszcza że twój tata lubi zaskakiwać.-powiedział obejmując mnie w tali. Podeszliśmy do drzwi, a ja zadzwoniłam dzwonkiem. Chwilę później otworzył nam mój ojciec, był ubrany w garnitur.
-Cześć tato.-powiedziałam i się z nim przytuliłam, Zayn przywitał się z moim ojcem i weszliśmy do domu.
-Więc co to za niespodzianka?-spytałam tatę wchodząc w głąb domu.
-Zaraz się dowiesz.-powiedział. Mój ojciec gdzieś zniknął, a my z Zaynem poszliśmy usiąść w salonie.
-Chcę wam kogoś przedstawić.-powiedział wchodząc do salonu z jakąś kobietą.
-Kto to jest?-spytałam wstając, a Zayn za mną.

-To jest Paula, moja dziewczyna.-powiedział, a mnie zatkało.

Moje blogi

http://agreement-fanfiction.blogspot.com/

http://fulfillment-zaynmalik.blogspot.com/

http://dependent-zaynmalik.blogspot.com/


czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 10

-Nie, wszystko w porządku, po prostu dziecko zaczęło mocniej kopać.-powiedziałam głaskając się po brzuchu.
-Myślałam, że coś ci się stało. Mogę dotknąć?-spytała mama Zayna.
-Skoro chcesz.-powiedziałam i położyłam jej rękę tam gdzie akurat Conor mocno kopał. Widać było, że kobieta się bardzo wzruszyła. Wzięłyśmy zakupy i poszłyśmy do domu. Położyłam zakupy w korytarzu i poszłam do salonu.
-Gdzie byłyście?-spytał Zayn wstając z kanapy.
-Na zakupach.-odpowiedziałam. Tata Zayna siedział na kanapie i patrzył się na mnie.-Dzień dobry.-powiedziałam z uśmiechem do niego.
-Cześć Hana. Co u ciebie?-spytał.
-Dobrze a u pana?-spytałam.
-U mnie też.-odpowiedział, a ja usiadłam obok Zayna wygodnie na kanapie.
-Coś się stało?-spytał tata Zayna kiedy jego żona weszła do salonu i dłońmi ociera twarz. Nie wiedziałam, że aż tak się wzruszyła, chociaż zawsze była wrażliwa.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała siadając obok męża.-Co zjecie na kolację?-spytała i z tym pytaniem zwróciła się do mnie i do Zayna.
-Ja nie jestem głodna.-powiedziałam wtulając się w Zayna.
-Przecież odkąd tu przyjechałaś nic nie zjadłaś.-powiedziała mama Zayna.
-Naprawdę nie jestem głodna.-powiedziałam.
-Dobrze nie będę nalegała.-powiedziała z uśmiechem.
-Czemu byłaś taka wzruszona?-spytał tata Zayna.
-Poczułam ruchy swojego wnuka.-powiedziała wtulając się w swojego męża. Ile ja bym dała, żeby widzieć mojego tatę i mamę razem, ale nie ona wolała inne życie i nie chciała ani jego ani mnie.
-Naprawdę?-spytał tata Zayna.
-Tak i to jakie. Często cię tak kopie?-zwróciła się do mnie.
-Nie, tylko czasem. Pewnie chcę, żebym pamiętała o jego istnieniu.-powiedziałam z uśmiechem.
-Zayn też mnie mocno kopał.-powiedziała patrząc na syna.-Czasem myślałam, że brzuch mi rozsadzi.-dodała.
-Chyba nasz syneczek odziedziczył to po swoim tatuśku.-powiedziałam patrząc na Zayna i śmiejąc się, na co on wyszczerzył się jak jakieś pięcioletnie dziecko, które dostało zabawkę.
-Mam nadzieję, że inne rzeczy też odziedziczy po tatusiu.-powiedział Zayn przytulając się do mojego brzucha.
-Lepiej nie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Bo będzie taki wkurzający, irytujący.-zaczęłam wymieniać śmiejąc się. Mówiłam to oczywiście do żartów.
-Chyba chciałaś powiedzieć, piękny, miły, zabawny, szczery, kochający…-chyba chciał wymieniać dalej, ale mu przerwałam.
-Dobra, dobra nie słodź już sobie.-powiedziałam śmiejąc się.
-Mówię prawdę.-powiedział i zrobił smutną minkę odwracając swoją twarz w innym kierunku.
-No żartowałam przecież.-powiedziałam i za jego podbródek zwróciłam jego głowę w swoją stronę po czym go pocałowałam. Od razu się uśmiechnął.
-Jacy oni słodcy.-powiedziała mama Zayna, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że jego rodzice siedzą obok nas. Wstałam i chciałam iść na górę, bo byłam zmęczona.
-Gdzie idziesz?-spytał Zayn.
-Na górę, idę się położyć.-odpowiedziałam.
-Pójdę z tobą.-powiedział i wstał. Powiedziałam jego rodzicom dobranoc i poszliśmy.
-Zayn, mógłbyś wziąć te siatki z zakupami z korytarza i zanieść je na górę, a ja pójdę po sok?-spytałam.
-ok.-powiedział i poszedł w stronę korytarza, a ja do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam soku pomarańczowego. Wypiłam i odstawiłam szklankę po czym poszłam na górę do Zayna.
-Dużo zrobiłaś tych zakupów.-powiedział Zayn kiedy weszłam.
-Większość rzeczy do Conora kupiła twoja mama, mówiłam jej żeby tyle nie kupowała, ale ona się uparła.-powiedziałam siadając na łóżko.
-Nie ważne.-powiedział siadając obok mnie.
-Długo jeszcze tu będziemy?-spytałam Zayna.
-Nie, do jutra. Wolisz wyjechać jutro wieczorem czy pojutrze rano?-spytał.
-Jutro wieczorem.-odpowiedziałam przytulając się do Zayna.

-Ok, czyli jutro wieczorem wracamy do domu.-powiedział. Wstałam z łóżka i wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w piżamę. Wysuszyłam i uczesałam włosy i wróciłam do Zayna. Też się już umył i przebrał. Leżał na łóżku i oglądał tv. Leciał jakiś mecz. Położyłam się obok Zayna i się w niego wtuliłam po czym zasnęłam.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 9

Obudziłam się coś po 8 rano. Zayn jeszcze słodko spał obok mnie. Wysunęłam się z jego ramion oplatających moją talie i wstałam. Poszłam po jakieś ciuchy. Wybrałam letnią sukienkę, musiała być trochę luźniejsza, bo mój brzuch było już widać. Poszłam wziąć prysznic. Wytarłam ciało puszystym ręcznikiem i wysuszyłam swoje włosy. Stałam przed lustrem w bieliźnie i patrzyłam na swoje odbicie i głaskałam się po brzuchu. Założyłam sukienkę w której o dziwo wyglądałam dobrze i uczesałam umyte włosy. Zeszłam  na dół do kuchni zrobić jakieś śniadanie. Otworzyłam lodówkę, ale okazało się że nie muszę robić śniadania, bo jest jakaś sałatka z kurczakiem. Wyciągnęłam ją i poszłam po jakiś talerz przy okazji biorąc też jakaś szklankę. Nałożyłam trochę sałatki na talerz i wlałam soku pomarańczowego do szklanki. Usiadłam na stołku przy wysepce i zaczęłam jeść swoje śniadanie. Kiedy skończyłam włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam na górę spakować trochę rzeczy. Było coś po 9 a Zayn jeszcze spał. Nie wiem czy go obudzić. Wyciągnęłam walizkę z garderoby i zaczęłam pakować rzeczy do niej. Większość rzeczy to sukienki, spakowałam trochę par butów, torebek, ale wzięłam też jakieś krótkie spodenki i bluzki. Kiedy skończyłam położyłam walizkę obok wejścia i wyciągnęłam drugą dla Zayna. Spakowałam mu trochę ciuchów choć nie wiem czy powinnam. Powinien być wdzięczny że jego ciężarna żona spakowała mu walizkę. Położyłam jego walizkę obok swojej i poszłam do Zayna. Położyłam się obok Zayna, patrząc na chłopaka. Po chwili zaczęłam całować go po twarzy a najbardziej w okolicy ust. Muskałam jego usta swoimi.
-Zaynnnn.-mruczałam mu do ucha.-Zayn obudź się.-mówiłam.
-Co?-powiedział po chwili otwierając oczy.
-Jest 13:45 myślałam że chciałeś lecieć ze mną do Włoch.-powiedziałam a Zayn otworzył szeroko swoje oczy.
-Co?-spytał.
-Nie no żartowałam.-powiedziałam śmiejąc się.
-No to po co mnie budziłaś?-jęknął i znów się położył.
-Po to żeby jaśnie królewicz wstał.-powiedziałam.
-Która jest godzina?
-Coś po 10.
-To czemu już nie śpisz?-spytał.
-Obudziłam się jakoś po 8. Ubrałam się, zjadłam śniadanie, spakowałam nasze walizki i obudziłam ciebie.-odpowiedziałam.
-Po co pakowałaś walizki? Później będziesz źle się czuła.-powiedział głaszcząc mnie po policzku.
-Nie dramatyzuj, jakoś jeszcze żyje jak widzisz.-powiedziałam śmiejąc się.
-Tylko się martwię, a poza tym nie śmiej się ze mnie.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Zayn przestań.-mówiłam przez śmiech.
-Przeproś.-powiedział.
-No przepraszam pasuję?-spytałam.
-No tak, ale buziaka mogłabyś dać.-powiedział na co pocałowałam go w policzek.
-Tylko tyle?-spytał.
-Ciesz się, że w ogóle dałam ci buziaczka w policzek.-powiedziałam wstając z łóżka.
-Gdzie idziesz?-spytał też wstając.
-Na dół zrobić ci coś do jedzenia, bo pewnie jesteś głodny.-powiedziałam i chciałam wyjść, ale złapał mnie w tali i przycisnął mnie do swojego ciała.
-Nawet sobie nie wyobrażasz sobie jaki jestem głodny.-powiedział słodko się uśmiechając.
-Wyobrażam sobie, a teraz mnie puść, bo idę na dół.-powiedziałam z uśmiechem.
-No dobra idź.-powiedział cmokając mnie w usta i uwalniając ze swojego uścisku po czym poszedł do łazienki. Zeszłam na dół i znów poszłam do kuchni. Zrobiłam Zaynowi tosty i kawę. Zazwyczaj je takie śniadania, więc powinien to zjeść. Usiadłam na tym samym stołku i patrzyłam na widoki za oknem. Jakieś 10 minut później przyszedł już ubrany w garnitur Zayn. Usiadł naprzeciwko mnie i zaczął jeść śniadanie. Chwile pogadaliśmy i Zayn poszedł na górę po walizki po czym zaniósł je do samochodu, ja w tym czasie poszłam po torebkę i wpakowałam do niej wszystkie potrzebne rzeczy. Zeszłam do Zayna, a później razem poszliśmy do auta. 30 minut później byliśmy na lotnisko. Poszliśmy na odprawę, a potem do prywatnego samolotu Zayna. Stewardesa proponowała jedzenie i picie, ale podziękowałam tak jak Zayn. Ułożyłam się wygodnie na siedzeniu i zasnęłam. Obudził mnie czyiś dotyk na policzku.
-Już jesteśmy, Hana.-powiedział delikatnie Zayn. Wysiedliśmy i pojechaliśmy samochodem, który był już na lotnisko do domu rodziców Zayna. Ich dom też jest duży i ładny. Wysiadłam z samochodu i z Zaynem za rękę podeszłam do drzwi. Zayn zadzwonił dzwonkiem i otworzyła jakaś sprzątaczka czy pokojówka. Wywnioskowałam to po jej stroju.
-Dzień dobry panie Malik.-powiedziała z uśmiech, a po chwili spojrzała na mnie i mój brzuch.
-Sara, to jest moja żona Hana. To jest Sara pracuję u moich rodziców już wiele lat.-powiedział Zayn. Uśmiechnęłam się szczerze do tej kobiety co odwzajemniła.
-Zayn!-krzyknęłam mama Zayna stojąc obok Sary.
-Cześć mamo.-powiedział Zayn przytulając się do swojej matki. Weszliśmy do domu.
-Hana, miło cię widzieć.-powiedziała przytulając mnie.
-Mnie też miło mamę widzieć.-powiedziałam.
-Ale masz już brzuszek, super. Gratuluję nie miałam kiedy ci pogratulować.-powiedziała z uśmiechem.
-Dziękuje.
-Chodźcie do salonu nie będziemy stać w korytarzu.-powiedziała i poszła do salonu a my za nią.-Czego się napijesz Hana?-spytała mama Zayna kiedy usiedliśmy na kanapie.
-Wystarczy woda.-powiedziałam.
-Dobrze, a ty Zayn?-spytała syna.
-Soku pomarańczowego.-odpowiedział, mama Zayna zawołała tą Sarę chyba i powiedziała żeby przyniosła to co chcemy, chwilę później przyniosła to co chcieliśmy.
-Co tam u was słychać dzieci?-spytała po chwili Trisha, mama Zayna.
-Dobrze.-odpowiedziałam.
-Tata jest w firmie?-spytał Zayn.
-Tak i nie wiem kiedy wróci. Jeśli chcesz możesz do niego pojechać, a ja zajmę się twoją żoną. Ojciec prosił, że kiedy przyjedziesz to masz do niego przyjechać jeślibyś mógł.-powiedziała.
-Miałem pokazać Hanie miasto.-powiedział patrząc na mnie.
-Nie martw się, jedź do taty, ja sobie poradzę.-powiedziałam.
-Na pewno?-spytał.
-Tak, na pewno.
-No jedź, zaopiekuję się nią.-powiedziała jego mama.
-Skoro tak mówisz i nie masz nic przeciwko to pojadę.-powiedział i pocałował mnie, a swoją mamę przytulił wyszedł z domu.
-Jak ci się układa z Zaynem?-spytała Trisha.
-Dobrze.
-Cieszę się. Znasz już płeć dziecka?
-Tak, to chłopiec, będziemy mieli synka.
-To fantastycznie, Zayn pewnie bardzo się cieszy.-powiedziała a ja przytaknęłam.-Ale nie martw się córeczkę też by chciał więc się przygotuj.-powiedziała i wybuchła śmiechem.
-Nie strasz mnie, chyba nie poradziłabym sobie z dwójką takich małych dzieci.
-Nie martw się, na pewno dałabyś radę.-zapewniła.
-Nie wiem czy chciałabym drugie dziecko, może i tak ale na pewno jak dziecko będzie starsze.
-Wybraliście już imię?
-Tak, Conor.
-Bardzo ładne. Jesteś głodna?-spytała.
-Nie.
-To może pójdziemy na miasto albo jakieś zakupy?-spytała.
-Chętnie, gdzie w ogóle są nasze bagaże?-spytałam.
-Na górze.
-A jest tam toaleta?
-Tak, chodź zaprowadzę cię i sama pójdę się przygotować.-wstałyśmy i Trisha pokazała mi nasz tymczasowy pokój, a sama poszła do siebie. Przemyłam twarz zimną wodą i usiadłam na chwilę na łóżko.
-Jesteś gotowa?-spytała mama Zayna wchodząc do pokoju.
-Tak, możemy już iść.-powiedziałam. Zeszłyśmy na dół i później poszłyśmy do samochodu. Prowadziła mama Zayna. Jakieś 15 minut później byłyśmy w centrum handlowym. Poszłyśmy najpierw do sklepu z sukienkami. Kupiłam sobie parę ciążowych, ale też już w swoim normalnym rozmiarze. No co? Były ładne, a później mogą się przydać. Kupiłam jeszcze kilka par butów, a później poszłyśmy do sklepu dziecięcego. Kupiłam trochę ciuszków, ale mama Zayna stwierdziła, że też chcę kupić bo jest babcią małego Conorka i będzie go rozpieszczać i też kupi mu trochę ciuszków. Kupiła ich więcej niż ja ale to szczegół. Parę misi, jak Zayn zobaczy te wszystkie ubrania to nie wiem co zrobi. Przyjechałam z jedną walizką, a wyjadę z trzema. Nie no żartuję, ale już więcej nie pójdę na zakupy, może żeby kupić coś sobie, ale nie dziecku. Poszłyśmy do kawiarni, ja zamówiłam koktajl z mango i brzoskwinią, a mama Zayna latte i jakieś ciastko.
-Zayn mnie chyba zabije jak zobaczy ile zrobiłam zakupów.- powiedziałam głaszcząc się po brzuchu, byłam zmęczona.
-Jesteś kobietą masz prawo.
-Ale chyba za dużo kupiłaś tych rzeczy do Conora.-powiedziałam.
-Za dużo? Gdyby nie twoje protesty kupiłabym dwa razy więcej.-powiedziała.
-Trisha?-spytała jakaś kobieta, która do nas podeszła.
-Cześć Monico.-powiedziała Trisha z uśmiechem po czym przytuliła się z tą kobietą, która tu przyszła.
-To jest Hana, żona mojego syna Zayna, a to jest Monica, moja bliska przyjaciółka.
-Miło mi Monica.-powiedziała kobieta wyciągając w moją stronę dłoń.
-Hana.-powiedziałam uśmiechając się i podając swoją rękę kobiecie. Wyglądała na jakieś 50 lat.
-O widzę że będziesz miała dziecko.-wow nie wiedziałam, szybka jest.
-Tak.
-Który miesiąc?-spytała.
-Szósty.-odpowiedziałam.
-Chłopiec czy dziewczynka?
-Chłopiec.
-Moje gratulację.
-Dziękuje.-powiedziałam.-Możemy już iść? Jestem zmęczona.-poprosiłam Trishę.
-Tak już idziemy. Zdzwonimy się jeszcze.-powiedziała do koleżanki i pożegnała się z nią, ja tez się z nią pożegnałam i poszłyśmy z zakupami do samochodu po czym pojechałyśmy do domu. 15 minut później byliśmy pod domem rodziców Zayna. Kiedy wyszłam z samochodu musiałam przytrzymać się drzwi, bo oczywiście mój kochany synek musiał zacząć kopać swoją mamusię.

-Coś się stało?-spytała i podeszła do mnie Trisha.