Kilka
dni później
Gotowałam
obiad kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam wszystko bo było już gotowe
i poszłam otworzyć drzwi.
-Cześć
córeczko.-odezwał się mój ojciec i chciał mnie przytulić.
-Po co
przyszedłeś?-spytałam.
-Przyszedłem
do Zayna, mam ważne dokumenty dla niego i myślałem że jest w domu.-powiedział.
-Tak się
składa że nie ma Zayna.-powiedziałam.-Ale skoro to takie ważne dokumenty że aż
tutaj przyszedłeś to wejdź i zaczekaj, Zayn zaraz wróci.-dodałam i wpuściłam
ojca do domu. Poszedł do salonu, a ja za nim.
-Jak się
czujesz?-spytał z troską w głosie.
-Dobrze
odpowiedziałam.
-Z
dzieckiem wszystko w porządku?-spytał a ja pokiwałam głową że tak. Zayn przez
przypadek powiedział ojcu o mojej ciąży ale co z tego i tak by się zorientował.
-Chcesz
obiad?-spytałam.
-Nie
dziękuje, nie kłopocz się, zjem na mieście.-powiedział. Skoro tutaj siedzi to
dam mu ten obiad. Mam do niego żal i jestem zła, ale lepiej żeby zjadł u mnie
niż w jakiejś restauracji.
-Dobra
nie mów nic i tak ci dam. Akurat zrobiłam obiad więc cię
poczęstuje.-powiedziałam. Poszłam do kuchni i wyciągnęłam dwa talerze.
Nałożyłam ojcu i trochę sobie bo nie byłam zbyt głodna. Wzięłam talerze i
położyłam je na stoliku. Wróciłam do kuchni i do szklanek nalałam wody po czym
zaniosłam je na stół. Podałam ojcu talerz i wzięłam się za jedzenie swojego.
Kiedy skończył podziękował mi. Pozbierałam talerze i włożyłam je do zmywarki.
Zayn miał tylko na chwilę pojechać do firmy po jakieś dokumenty które były mu
potrzebne a nadal go nie ma.
-Zayna
nie ma więc teraz jest ten moment kiedy możesz opowiedzieć mi całą
historię.-powiedziałam siadając na fotelu.
-Jeszcze
przed twoimi narodzinami twoja mama lubiła się dobrze bawić. Najpierw była
normalną, kochającą kobietą, żoną. Po paru latach zmieniła się. Chciałem
dziecko, ona na początku też, ale później powiedziała że nie bo zniszczy sobie
figurę i nie chcę być matką bo się na nią nie nadaje. Kiedy dowiedziała się że
zaszła w ciąże z początku się cieszyła, ale później nie była pewno czy chcę
ciebie urodzić. Przez jej głowę przeszła nawet aborcja, ale stanowczo
odmówiłem, poza tym nie mogła już usunąć ciąży po była w 5
miesiącu.-powiedział, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Mama mnie nie
chciała. Moja własna matka mnie nie chciała. To jest straszne. Ja nie będę taką
matką. Położyłam swoje dłonie na brzuchu i lekko go głaskałam.-Kiedy cię
urodziła praktycznie nie było jej w domu. Nie poznawałem własnej żony strasznie
się zmieniła. Kiedyś jej powiedziałem że chcę rozwodu, a ona powiedziała że
jeśli to zrobię to zabierze cię i wyjedzie i że nie będę mógł cię widywać.
Praktycznie wychowywałem cię ja i opiekunka. Twoja matka chodziła na różne
imprezy i zdradzała mnie na prawo i lewo. Pewnego dnia przyszła i powiedziała
że znalazła sobie kogoś innego i chcę wyjechać. Chciała wziąć cię ze sobą i
zabić mnie żeby zgarnąć cały majątek. Bałem się, bo wiedziałem że nie będzie się
tobą zajmować i nie będzie zwracać na ciebie uwagi. Miała broń nie wiedziałem
skąd i już się nie dowiedziałem. Wymierzyła we mnie bronią, ale ja jej ją
wyrwałem i zaczęliśmy się szarpać. Broń wystrzeliła i okazało się że twoja
matka dostała kulę. Umarła nie dało rady jej uratować. Tobie powiedziałem że
umarła na raka, bo nie chciałem żebyś cierpiała, że ja zabiłem ci matkę chodź
był to wypadek, a ona cię nie chciała.-powiedział, a ja cały czas płakałam. Nie
mogłam w to uwierzyć. To był wypadek a ja go obwiniałam. Moja matka mnie nie
chciała i nie kochała. Może to lepiej że to ona dostała kulkę, a nie on. Mój
tata przynajmniej się mną zajmował, kochał i kocha. Pokazuję to na każdym
kroku. Opiekował się mną i martwił o mnie. Nie potrzebnie byłam dla niego taka.
To wszystko jej wina. Zasługuję w ogóle na moją uwagę. Tata okłamał mnie mówiąc
że umarła na raka, ale dla mojego dobra. Wstałam, podeszłam do niego i się przytuliłam.
-Przepraszam,
że taka byłam. Nie powinnam dla ciebie taka być. To wszystko przez nią. Ona nie
kochała ani mnie ani ciebie. To ty się mną opiekowałeś i kochałeś, a ona chciała
tylko dobrą zabawę i pieniądze. Przepraszam tato. Wybaczysz mi?-spytałam cały
czas płacząc. Czułam się winna że tak go traktowałam.
-Nie
znałaś prawdy więc miałaś prawo się tak zachować. Jesteś moją córcią i bardzo
cię kocham.-powiedział.
-Ja też
cię kocham tato.-powiedziałam.-Ale musisz mi wybaczyć, bo nic nie
usprawiedliwia mojego zachowania. Powinnam cię od razu wysłuchać, a nie
dopowiadać własną historię. Ty też byłeś ofiarą, może nawet bardziej niż ja, bo
ja nie byłam świadoma, a ty dla mnie to wszystko znosiłeś. Dziękuję że się mną
opiekowałeś i nie zostawiłeś tak ja ona.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Już
jestem Hana.-usłyszałam głos Zayna.-O, nie wiedziałem że mamy gościa.-powiedział
i przywitał się z moim ojcem. Ja wstałam z kolan taty i wtuliłam się w Zayna.
-Pogodziliście
już się i wszystko wyjaśniliście?-spytał Zayn siadając na fotel i ciągnąć mnie
tak że siedziałam na jego kolanach.
-Tak,
wszystko już wiem. Tak ją broniłam, a to ona była winną. Własna matka mnie nie
chciała i nie kochała, rozumiesz?-spytałam płaczliwym głosem Zayna wtulając się
w niego na co on mnie objął.
-Tak,
rozumiem. Nie martw się masz tatę, który bardzo cię kocha i mnie.-powiedział.
-Zayn
tutaj masz te dokumenty. Kiedy je przejrzysz odezwij się do mnie. Zostawię was samych.
Cześć córeczko.-podszedł do mnie i pocałował w czoło po czym wyszedł.
-Ona
mnie nie kochała, nie chciała żebym się urodziła. To była zwykła szmata, nie
zasługiwałam na moją miłość. Nienawidzę jej ona nie jest moją matką, ja nie mam
i nigdy nie miałam matki.-powiedziałam.
-Nie mów
tak, mówisz teraz tak bo czujesz się źle z tym wszystkim. Na szczęście nie usunęła
cię i teraz jesteś tu gdzie jesteś.-powiedział.
-Jestem
jej wdzięczna tylko za to że mnie urodziła.-powiedziałam. Zayn głaskał mnie po
głowie żebym się uspokoiła, co mi pomogło. Fajnie że ze mną został i pocieszał
a nie uciekł ja jakiś frajer.
-Zayn.-odezwałam
się po chwili ciszy.
-Tak,
kochanie?-spytał.
-Zrobiłbyś
mi kakao?-spytałam.
-Skoro
chcesz.-powiedział, wstał usadził mnie na fotelu i poszedł do kuchni. Było mi
nie wygodnie więc poszłam usiąść na kanapę gdzie się położyłam. Po chwili
przyszedł Zayn z kubkiem. Więc usiadłam i wzięłam od niego kubek.
-Dziękuje.-uśmiechnęłam
się i zaczęłam pić kakao które było cudne. Lubię kiedy Zayn robi mi coś do
jedzenia lub picia, bo zawsze jest to pyszne. Odłożyłam kubek na stół i
ułożyłam głowę na kolanach Zayna.
-Wiesz
co Zayn?-spytałam a on posłał mi pytające spojrzenie.-Kocham cię.-powiedziałam.
-Ja też
cię kocham Hana.-powiedział.
-Naprawdę?-spytałam
siadając i zwróciłam głowę na twarz Zayna.
-Tak
naprawdę cię kocham.-powiedział i mnie pocałował, ja oczywiście odwzajemniłam
pocałunek. Rzadko kiedy mówiliśmy sobie takie słowa. Zayn podniósł mnie i
zaniósł do sypialni. Położył na łóżku i ściągnął bluzkę, ja nie byłam mu dłużna
i też mu ją ściągnęłam. Zayn zaczął mnie całować. Najpierw usta, potem szyja,
brzuch. Ściągnął mi spodnie, a po chwili ja jego. Teraz to ja byłam na górze i
to ja go całowałam. Najpierw usta, później jego tatuaże na klacie, a po chwili
znów byłam pod nim. Chwilę później nie mieliśmy nic na sobie. Zayn wszedł we
mnie najpierw delikatnie, ale kiedy zobaczył że wszystko w porządku
przyśpieszył. Oboje doszliśmy, a Zayn położył się obok mnie i nakrył nas kołdrą.
Przyciągnął mnie do swojego torsu, a ja się w niego wtuliłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz